Bratobójcza walka dobiegła końca.
Tak… przyznaję się! Leniłem się potwornie.
Jednak w przyrodzie nic nie ginie i dotyczy to również wspólnych projektów z Daollem.
3 słowa do księdza prałata:
Poleciałem sobie po całości. Na początku chciałem robić coś z stylu “dzierganego” na kolanach przez tydzień, niczym mnich usypujący mandalę, ale ostatecznie z przyczajonego tygrysa wyskoczył ukryty smok i zawładnął pędzlem. Farba lała się się jak u Pollocka, pełna ekspresja i freestyle, proces twórczy będący wypadkową drżącej ręki, bolących pleców i fal pomysłów. Przestałem się spinać, rozluźniłem majtki i po prostu bawiłem się tym. Jak 6 latek który dostał pudełko plakatówek. Jak Muhammad Ali tańczący po ringu niczym motyl.
Ten projekt to głównie zabawa i rozgrzewka, wyszedłem poza klawiaturę i ekran w trzeci wymiar i zamierzam trochę w nim zostać i także trochę w nim zdziałać. Zresztą co ja będę teraz pisał. Sami się przekonacie. Brudzenie rąk i wszystkiego w promieniu 3 metrów spodobało mi się i przypomniało smak dziecinnej zajawki. Było super.
Dzięki Daoll. Chce jeszcze.
materiały: farba akrylowa, spray, markery.

Link do ilustracji:LINK1
Oryginalny wygląd ilustracji: LINK2




No no, ciekawe, sprzedajesz kopie ? :]
Comment by Moro — 21/12/09 @ 13:22
Dam ci znać. :>
Comment by Highskore — 21/12/09 @ 13:49
[...] [...]
Pingback by oryginalny — 4/4/10 @ 02:02